Yankee Wildflower Blooms

Yankee Candle Wildflower Blooms

Yankee Wildflower Blooms
Świeca Yankee Candle Wildflower Blooms
Jaki zapach kryje się za nazwą Wildflower Blooms?

Według producenta powinnam w nim odnaleźć obraz zroszonej łąki usianej polnymi kwiatami. Jak na całą, wielką łąkę przystało mamy tu sporo składników:

Nuty głowy: zroszona zieleń, angielska stokrotka
Nuty serca: honey blossom (to chyba miododajne kwiaty), piwonia, płatki magnolii
Nuty bazy: bursztynowy jedwab (cokolwiek to jest), białe piżmo, liście fiołka

Czy piwonia i magnolia to polne kwiaty…?

Czy właśnie tak pachnie?

A gdzie tam! Pachnie kwiatem pomarańczy, kremowym piżmem i słońcem. Jest absolutnie cudowny. W trakcie palenia pojawia się wibrująca, zielona, fiołkowa nuta, dzięki której zapach zmienia się z „olejku do opalania” w „opalanie na trawie”. W finałowej odsłonie dominację przejmuje kwiatowy akord, który przypomina mi lilie. Taki ciepły, słoneczny klimat kojarzący się z latem, wakacjami, i rozgrzaną słońcem skórą można znaleźć w perfumach Tom Ford Soleil Blanc (na potrzeby tej recenzji mam go właśnie na lewym nadgarstku) lub Terracotta od Guerlain. Kto lubi te perfumy, polubi też polne kwiatki od Yankee.

Czy spędziłam dwie godziny grzebiąc w szufladach z woskami, ponieważ wydawało mi się, że znam ten zapach?

Tak! I miałam rację. Na sucho Wildflower Blooms jest kopią Beach Party od Village Candle. W paleniu są jednak zupełnie różne. Beach Party od początku do końca jest ciepły i gęsty, natomiast Wildflower rozwija się w zielono-kwiatową stronę.

Jak wypadł ślepy test z udziałem męża, który nie jest świecomaniakiem ale potrafi docenić piękne zapachy?

On: Wchodzi do kuchni i pyta „Dlaczego w sypialni pachnie kościołem?”
Ja: „Cooo?” Biegnę sprawdzć.
On: „No zobacz – kadzidło, świece i pogrzebowe kwiaty”
Ja: Patrzę ze zgrozą na rozszczepiony, kopcący knot i przypominam sobie jak szarpałam go tępymi nożyczkami. Nie przyznaję na głos, że właśnie tak tu teraz pachnie.

Czy Wildflower Blooms pachnie luksusowo?

Tak! Pachnie dokładkie tak jak powinna pachnieć luksusowa świeca. Perfumeryjnie (ale nie kolońsko), nietuzinkowo, upajająco. Za każdym razem gdy wchodzę do pokoju biorę głęboki wdech i uśmiecham się z zadowoleniem. Gdyby Tom Ford wzbogacił linię Soleil Blanc o świecę, jestem przekonana, że pachniałaby podobnie (może z wyjątkiem intensywności). Mam nadzieję, że osoba odpowiedzialna za stworzenie tego zapachu nie była zatrudniona tylko na okres próbny.

No właśnie, co z intensywnością?

Tak bardzo chciałabym pominąć to pytanie milczeniem, ale to jest recenzja, więc musi być szczerze.

Przy pierwszym użyciu stawałam na głowie, aby świeca uwolniła choć trochę zapachu. Salon, sypialna, zapałki, zgasić, poczekać, lampa, łazienka,zamknąć drzwi, znów zapałki, lampa, załamka…. Nie mogłam uwierzyć, że aromat, który jest tak mocny na sucho, wyciął mi taki numer. Cieszę się, że wytrzymałam z pisaniem do końca testów, ponieważ z każdym kolejnym paleniem było nieco lepiej. W sypialni (15m) jest dobrze wyczuwalny i tworzy miłą atmosferę, ale przy szeroko otwartych drzwiach lub uchylonym oknie szybko znika. Szkoda – jest to typowo letni zapach, a w lecie lubię mieć otwarte okna. Wątpię, aby winny był mały rozmiar świecy. Mam wiele tumblerów i w sypialni zawsze pachną tak samo intensywnie jak te większe. Moc pod lampą oceniłabym na 6, natomiast w tradycyjnym paleniu jedynie 5. Jest mi naprawdę przykro, że słaba moc zaniży średnią ocenę świecy.

Ale czy wspominałam już, że sam zapach jest naprawdę piękny?

Dlaczego mam tumbler i co z tego wynika?

Jeśli tylko mam okazję kupuję świece w USA. Tam Wildflower Blooms jest w stałej ofercie, więc dostępne są wszystkie rozmiary. A jaki ma to wpływ na recenzje? W tumblerach użyty jest inny rodzaj wosku. Jest to mieszanka parafiny i soi, przez co wosk jest bardziej plastyczny, i w mojej opinii inaczej (lepiej) uwalnia zapach. Dlatego nie mogę dać gwarancji, że moje odczucia w stosunku do klasycznego słoja byłyby takie same. Od kiedy przestałam kolekcjonować świece, właśnie ten format stał się moim numerem 1. O tym dlaczego, opowiem w osobnym wpisie poświęconym świecom Yankee.

Po jakim czasie używania napisałam tą recenzję?

Po wypaleniu prawie całej świecy.

Czy kupiłam ten produkt sama i uważam, że jest wart swojej ceny?

Tak, świecę kupiłam sama (właściwie kupił ją mąż, ale z mojego polecenia). Tego dnia w sklepie Yankee była promocja i małe tumblery koszowały 8$. Do tego doszła akcja Buy 3 get 3 Free, więc koszt mojej świecy to 4$!!! Oczywiście, że jest wart tej ceny. Do Europy trafiły jedynie duże słoje w cenie ok. 100zł. Tak jak wspomniałam – nie wiem czy zapach jest identyczny w przypadku „normalnej” parafiny (różnie z tym bywa),ale jeśli tak to jest wart o wiele więcej.

Czy kupiłabym Wildflower Blooms komuś kto lubi piękne zapachy?

Bez wahania! A jeśli się nie spodoba, chętnie przygarnę go z powrotem.

 

[rwp-review id=”0″]

Dodaj komentarz